sobota, 27 czerwiec 2009

Różne odcienie różowego.

Wracając do tematu szmatkowych szalikonaszyjników. Tym razem chciałam uzyskać efekt zdecydowanie naszyjnikowy i bardzo podoba mi się to jak wygląda. Użyłam resztek trzech tiszertów w dużej mierze zaatakowanych wybielaczem. Mój sposób na wybielanie podam Wam kiedy indziej, uważam, że jest świetny. Siedziałam nad nim (wracając do tematu naszyjnika ;)) do bardzo późna w nocy czując się jak szalony naukowiec.




Mam małe problemy z komputerem i przez to nie wiem kiedy będę znowu w internecie. Ale mam nadzieję, że niedługo.

piątek, 19 czerwiec 2009

Auć

Gdy nie możesz przestać się śmiać podczas robienia zdjęć na blogaska pozostaje ci się odwrócić.... Albo schować

Udało nam się tez w końcu zrobić DWA zdjęcia utrzymane w tradycyjnej szafiarskiej konwencji. Ale były trochę nudne.
Teraz muszę stwierdzić, że wyglądałam w moich dziurawych butach, zimowym szaliku i wielkim szlafroku co najmniej dziwnie. I właśnie dlatego jestem fanką kompletowania stroju w dziesięć minut. Po tym czasie zazwyczaj nachodzi mnie refleksja że wszystko jest nie bardzo i zakładam dżinsy z tiszertem. Wracając do "szlafroka" to kieszonki ma fajne. Klucze i telefon z nich nie wypadają.


torebka:Vintage!
szalik, szlafrok, bluzka: SH

kokardka: coś jak prezent

spodnie: coś jak outlet
buty: deichmann


you're the right one, yes the right one...

Na punkcie niektórych ubrań mam małe obsesje. Na przykład ta torebka. Ideał. W kiepskim świetle zapyziałego lumpeksu nie widać było jej potencjału. Gdyby kosztowała więcej niż pięć złotych które faktycznie kosztowała, pewnie bym jej nie kupiła. Ale po zobaczeniu jej w lepszym świetle kompletnie straciłam głowę. Przez jakieś następne dwa tygodnie kompletowałam strój tak by do niej pasował. Teraz tylko nadam jej imię i moja obsesja przestanie być tak mała :). Co do reszty to mam na sobie sukienkę i bolerko. Bolerko to chyba najohydniejsze słowo świata. Bleh, bleh, fuj. I jeszcze dobieraną fryzurę. Śliczną i słitaśną dla odmiany.





Buty: H&M
Sukienka: DIY
Torebka: SH (mozna schować pasek i nosić jak kopertówkę)
Bolerko: SH

wtorek, 16 czerwiec 2009

Druga!

Myślałam, że chociaż raz wyskoczę z czymś pierwsza spośród szafiarek. Nie to żebym miała pretensje do trendsetterskości bo nie mam ale rozumiecie ja, zawsze jakiś rok za trendami jeśli w ogóle RAZ byłabym z czymś pierwsza. Ale z okazji dużej ilości zdjęć publikuję je z opóźnieniem. I mam za swoje. Arleta mnie wyprzedziła. Z mojego oka wyleciała samotna łza. Sucha i kryształowa. A mój szmatkowy szaliczek-naszyjniczek się z żalu splątał.


Wszystko z lumpeksu, zrobione samemu albo z outletu.

W bonusie dostajecie zdjęcie mojego brata- perfekcyjnej szafiarki. Nie mógł doczekać się swojego blogowego debiutu.

/Moje przyjaciółki uważają, że moje wątpliwe poczucie humoru nie jest szerzej rozumiane. Tak więc ja będę coś tam pisała a wy możecie pooglądać zdjęcia./

niedziela, 14 czerwiec 2009

okołourodzinowo

Niedawno (jedenastego konkretnie) obchodziłam dziewiętnaste urodziny. Wiek to zupełnie poważny i w związku z tym od poniedziałku mam zamiar zacząć inwestować w klasykę- na pierwszy akcent pójdzie granatowa/beżowa garsonka. Do tego apaszka która będzie CIEKAWYM, ROZWESELAJĄCYM akcentem. Tak żeby nie było za nudno, rozumiecie. I do tego uniwersalne skórzane czółenka- będą jak znalazł niezależnie od zmieniającej się mody.
Korzystając z ostatnich beztroskich chwil noszę sukienkę na dziewczynkę o wysokości 1,40metra, moje ulubione legginsy i biker kaloszki. Tak, mamy czerwiec. Niestety rozwaliły mi się zupełnie ostatecznie. Podeszwa oderwała się od buta zdecydowanie za bardzo. Nadszedł dla nas czas rozstania, były za tanie na bawienie się w naprawianie u szewca.


Sweterek: SH
Tunika: SH
Pasek: podziemia (pamiątka po mrocznych jeśli chodzi o ubrania latach gimnazjum)
Legginsy: Cubus
chlip, chlip Biker kaloszki : Deichmann

czwartek, 11 czerwiec 2009

Dla mnie bomba!

Publikacja tych zdjęć jakoś tak mocno mi się odwlekła. Mimo, że baardzo mi się podobają. Zrobiła je takie ładne ku swojemu zaskoczeniu moja przyjaciółka z którą byłam na niezależnym kiermaszu (buziaki, podziękowania, wiem, że to czytasz...).
Pogoda zmienna i wietrzna co w połączeniu z moimi nieusłuchanymi włosami i materiałem sukienki dało poniższe efekty.




Buty:mały sklepik
RajTUZY: mały sklepik
Sukienka: Wspaniały sposób na bombkę Harel+ "vintage" do wyrzucenia. Harel powinna dostać za to kreatywnego Nobla.
Torba: Nie zgadniecie była kiedyś wstrętnymi do granic ohydy dzwonami. Pierwszy raz w lumpeksie oglądałam się czy nie widzi mnie ktoś znajomy.

Wie ktoś może co zrobić żeby opublikować posta później?W sensie zapisać go i nadać datę kiedy się ukaże. Byłabym taaaaaaka wdzięczna [wielkie dzięki za wyjaśnienia, już jestem bogatsza o umiejętność postowania z przyszłości]

poniedziałek, 8 czerwiec 2009

Niezależny kiermasz odzieży...

W poprzednim poście pisałam o niezależnym kiermaszu odzieży który miał odbyć się w Łodzi. Pomysł był świetny, wykonanie troszkę gorzej. Ja i chyba mnóstwo innych ludzi którzy chętnie puścili by coś w obieg dowiedziało się w ostatniej chwili co spowodowało małą ilość wystawiających. Wyszłam z tą spódnicą. Nie, nie uważam, że chyba sześć marszczonych od karczka spódnic z wysokim stanem to za dużo. Ta na przykład jest w świetne chmurki i ptaszki i jest dłuższa niż pozostałe. Na razie połączyłam ją najprościej jak się dało. Czułam się tak słodko- naiwnie-retro.
Aha, spotkałam Panią Mruk i Vintage Girl. I Oliwię bardzo chwilowo. Niewątpliwy plus.